piątek, 10 czerwca 2016

Nie bójmy się nowości...


Cześć kochani! Ten post już dosyć długo czeka na opublikowanie. I jakoś stale na nowo go edytuję. Ale dzisiaj skończę. Mam natchnienie. Wróciłam niedawno z rowerowej przejażdżki, która była dla mnie nie lada wyzwaniem. Wydusiłam z siebie wszelkie drzemiące we mnie siły, wjeżdżając na pewną górę, na sam szczyt granicy Skomielna Czarna/Osielec. Co za fajne zmęczenie! 

Muszę chyba działać sama. I tak będę robić. Stałe czekanie na innych nic nie daje, jakoś tak te wszystkie nasze plany, marzenia pomału zanikają, bo okazuje się w końcu, że jednak wtedy nie ma czasu, kiedy indziej nie pasuje. A ja czuję się cudownie, kiedy zrobię coś innego, kreatywnego. Z drugiej jednak strony sama nie wiem jak to ze mną jest, ale czuję się równie wspaniale, gdy jestem tutaj - w domu - w miejscu, gdzie wszystko jest mi znane, nie dzieje się na pozór nic nowego. Stale siebie poznajemy, czy to nie prawda? 

Od kilku dni siedzi mi w głowie pewna myśl o. Adama Szustaka, który w jednym ze swoich "Niecodziennych vlogów"  mówi wprost - nie bójmy się nowości! I uświadomiłam sobie wtedy, że właśnie tak jest ze mną czasem. No więc zadałam sobie pytanie: "A właściwie to dlaczego?"
(mogę Wam zdradzić tajemnicę, że już dziś doznałam kilku "nowości". Rzeczy drobne, a cieszą!)


Lubień'16 - innego dnia

























niedziela, 5 czerwca 2016

Deser całoroczny, czyli galaretka z bitą śmietaną i owocami!

   Od zawsze lubiłam słodycze: czekoladki, niezdrowe przekąski i żelki. Choć popularnie mówi się, że kostka czekolady na dzień działa pozytywnie na nasz organizm, wszyscy dobrze wiemy, że otwierając czekoladę (szczególnie Milkę OREO), na jednej kostce się nie skończy. To wymaga od nas bardzo silnej woli i muszę powiedzieć, że ostatnio ostałam się na dwóch, więc i tak jest nieźle. 

   Galaretka z bitą śmietaną i owocami to jeden z moich ulubionych deserków z dzieciństwa. Bardzo często robiliśmy ją z mamą, kiedy byłam młodsza. Oczywiście z lekkimi różnicami. Zwykle owocami były truskawki, które znajdowały się w galaretce, a sama galaretka była jednokolorowa. Obecnie w mojej kuchni nastąpiła pewna modernizacja i galaretka składa się z kilku kolorów. Czy to zmienia smak? Raczej nieznacznie, choć zależy od użytych smaków galaretki. Jednakże na pewno wygląda efektowniej i tym samym cieszy oko ;)



Jak wykonać? Najprościej w świecie! Początkowo przygotowujemy jedną z galaretek, wlewamy do pucharków i czekamy. Aż do siadnięcia się galaretki. By ten proces przyspieszyć, najlepiej włożyć je do lodówki (byle nie wtedy, gdy galaretka jest jeszcze gorąca). Gdy już jedna warstwa jest gotowa, musimy przygotować drugą. Jednak w przypadku każdej z kolejnej warstw należy poczekać aż galaretka ostygnie, a dopiero potem wlewać ją do pucharków. 
Do tego pyszna bita śmietana i owoce (u mnie banan i kawałki arbuza). 

Dekoracja to Wasza kreatywność! :)




No to.. SMACZNEGO!


środa, 1 czerwca 2016

Słyszeliście kiedyś o moście zakochanych?

Czy to przereklamowane? Jedni powiedzą, że tak, inni, że nie. Jak dla mnie taki most jest tylko jakąś fajną atrakcją, którą warto zobaczyć. Głupia jest wiara w to, że zawieszenie kłódki i wrzucenie jej do rzeki jest w czymś rodzaju klamry dla związku kobiety i mężczyzny. Byłabym szczęśliwa, gdyby ludzie odkryli najprawdziwszą w świecie prawdę, która pomogłaby im rozwiązać wszystkie ich problemy, a przynajmniej znieść je łatwiej. Razem, z wiarą i nadzieją. A prawda jest jedna - tylko związek kobiety i mężczyzny oparty na prawie Boga, związek, nad którym czuwa Boża Opatrzność potrafi być na zawsze - szczęśliwy, trwały, wierny, ufny i prawdziwy. Dlatego warto się miłować i prowadzić drogą miłości którą pokazał nam sam Jezus Chrystus. Miłości, która jest bezinteresowna, która jest potężniejsza niż śmierć. 
Życzę każdemu tak pięknej miłości! Miłości i wiary, co góry przenosi!


A dokładniej chodzi o KŁADKĘ OJCA BERNATKA W KRAKOWIE.
 Podobno wygląda przepięknie nocą. Niedane mi było zobaczyć, niemniej jednak stojąc na owej kładke mamy przed sobą piękny widok na Wisłę.







A na sam koniec przytoczę Wam fragment pięknego Hymnu o miłości, który pochodzi z 1 Listu do Koryntian św. Pawła:

 Miłość cierpliwa jest, 
łaskawa jest. 
Miłość nie zazdrości, 
nie szuka poklasku, 
nie unosi się pychą; 
nie dopuszcza się bezwstydu, 
nie szuka swego, 
nie unosi się gniewem, 
nie pamięta złego; 
 nie cieszy się z niesprawiedliwości, 
lecz współweseli się z prawdą. 
Wszystko znosi, 
wszystkiemu wierzy, 
we wszystkim pokłada nadzieję, 
wszystko przetrzyma. 
 Miłość nigdy nie ustaje, 
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą, 
albo jak dar języków, który zniknie, 
lub jak wiedza, której zabraknie. 





sobota, 28 maja 2016

Coś smacznego i lekkiego na... śniadanie, obiad i kolacje!

Jestem wielkim smakoszem naleśników, kurczaka,  łososia,  sushi, deserków i wszelkiego rodzaju makaronów. Najczęściej z warzywkami, szczególnie smakuje mi szpinak, za którym większość nie przepada. Cóż, każdy ma swój własny, określony smak, który z czasem sobie porafi określić.
 Dzisiaj mam dla Was coś, co jest raczej daniem uniwersalnym i powinien zasmakować zarówno wegetarianom (w wersji bez kurczaka), jak i tym, dla których rozkoszą jest zajadanie mięska. 


 
 TORTILLA z warzywami i kurczakiem duszonym z pomidorami, do tego sos śmietanowo-czosnkowy (ja zrobiłam raczej wersję light, a więc zamiast śmietany użyłam jogurtu naturalnego, bo po prostu bardziej mi smakuje)



Krok 1 PLACEK TORTILLA Sam przepis na tortillę zaczerpnęłam z bloga, z którego przepisów już niejednokrotnie korzystałam i zawsze wychodziło pysznie -->PRZEPIS NA CIASTO. Wyszły wyśmienite, a co jest jeszcze lepsze - są banalne do zrobienia. Cały sekret tkwi w dobrym rozwałkowaniu ciasta i posiadaniu patelni nieprzywieralnej (non-stick). A więc dla chcącego nic trudnego! ;)



Krok 2 DODATKI  To zależy od waszej kreatywności i smaku. U mnie bardzo często króluje kurczak. Żeby nie używać oleju, duszę go razem z pomidorami na wodzie.
   Na samym początku kroję pomidor na plasterki, wcześniej na patelnię nalewam odrobinę wody, którą doprowadzam do wrzenia. Następnie wrzucam pomidory na patelnię i kontroluję czy nie przywierają. W razie przywierania, dolewam jeszcze wody (ale tak, by pomidory dusiły się, a nie "pływały"). Stale mieszam. Przyprawiam bazylią. Po ok. 5 minutach dodaję  skrojonego w grubsze plastry kurczaka (lepiej zrobić grube plastry niż kostkę, bo i tak ulegną skurczeniu). Stale mieszam, doprawiam solą, ponownie bazylią, majerankiem i słodką papryką, dla polepszenia smaku. Pozwalam kurczakowi się udusić, a na samym końcu naszą "potrawę" redukuję.  Otrzymanego kurczaka, w aromacie pomidorów przykrywam i odstawiam.



  Resztę dodatków zajmują u mnie: pomidor, ogórek, rzodkiewka, kapusta, sałata, czyli bomba witaminowa! 


Krok 3  SOS  Jak już wspominałam, popularny jest sos śmietanowo-czosnkowy (u mnie akurat z jogurtem naturalnym, zamiast śmietany). To właściwie też zwykle robię "na oko". Multum przepisów znajdziecie po wpisaniu frazy "sos śmietanowo-czosnkowy" w wyszukiwarce Google. 
   U mnie sprawa wygląda następująco:     
            Jogurt naturalny (w ilości zależącej od tego, ile chcemy go otrzymać) + ząbek czosnku (zwykle daję jeden, a kiedy uznam, że to zbyt mało i smak nie jest wyczuwalny, dodaję stopniowo. Ważne jest też, by nie przesadzić) + bazylia + odrobina soli 




No i najwyższa pora, by życzyć smacznego!



czwartek, 26 maja 2016

Rozpoczynam walkę o zdrowe życie!



A dokładniej rozpoczęłam już w ostatnią sobotę! Nadszedł mój wielki powrót do biegania i pysznych, zdrowych przekąsek. 

Mogę powiedzieć, że nie jest łatwo. Po wczorajszym biegu okropnie bolały mnie nogi dzisiejszego poranka. Jeśli któraś/yś z Was biega, to pewnie wie, o czym mówię :) 
Ból niemiły, a zarazem cudowny. W końcu świadczy o wysiłku, dla zdrowia i lepszego samopoczucia. Pewnie jeszcze pobolą przez kilka dni, a potem będę śmigać na powrót jak dawniej, szybko, bez większego zmęczenia i z uśmiechem na twarzy.

Pamiętam jak wyśmienicie czułam się półtora roku temu, kiedy codziennie miałam czas wyjść pobiegać sobie, odstresować się. Chcę tego jeszcze raz doświadczyć, Można na spokojnie przemyśleć wiele spraw, nawiasem mówiąc najczęściej wtedy wpadały mi do głowy najlepsze pomysły. Do tego satysfakcja, że robi się coś ciekawego, co wymaga od nas odrobiny poświęcenia, nie wspominając jak poprawia się nasza kondycja, sylwetka i kilogramy lecą w dół. Polecam z całego serca osobom, które nie mają co zrobić ze swoim wolnym czasem!


























I oczywiście niezbędny ekwipunek każdego biegacza, czyli wygodne butki i coś dla ucha :)
Moje asics'y już jak widać swoje przeszły, ale jeszcze dają radę.


A więc... kto podejmuje wyzwanie? ;)

poniedziałek, 23 maja 2016

Porządkuję swoje życie!


Właśnie tak! Wraz z ostatnim, piątkowym jakże wielkim sprzątaniem swojego pokoju, który wymagał bardzo dużego uporządkowania niejako zakopałam wszystko, co ciążyło na moich barkach przez ten rok. Nazbierałam całe wielkie pudło makulatury oraz inne, równie wielkie pudło książek, które niepotrzebnie u mnie zalegały. Kolejne wielkie pudło to książki, które w najbliższym czasie, po wynikach, mam nadzieję, że sprzedam bądź po prostu oddam komuś, komu się przydadzą. Cała sterta książek do biologii, chemii, nieco mniej do matematyki. Repetytoria, podręczniki, segregatory notatek i zbiory zadań. Marzyłam o tym sprzątaniu od tak długiego czasu, że sama jestem zszokowana, że o dziwo, całkiem szybko upłynął. Nareszcie mam porządek w pokoju i co najważniejsze - w głowie. 
 Zebrałam też półkę książek, które chce przeczytać. Coś tam kiedyś na pewno zrecenzuję i polecę.

Posprzątałam też wszelkie motywacyjne karteczki, organizery, właściwie wszystkie materiały, które w jakikolwiek sposób pomagały mi przez te 10 miesięcy czy już tylko w czasie matur.


Na sam początek karteczka, która została już przeze mnie napisana w czasie zeszłorocznych wakacji. 
_______________________________________________________

"I kiedy czegoś gorąco pragniesz, 
to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu"
_______________________________________________________

Wierzę gorąco w te słowa. Dodawały mi otuchy w tym mozole pracy, nieprzespanych nocach. Czy to wszystko się opłaciło? Tego jeszcze nie wiem, ale mam nadzieję, a bez niej to chyba nic nie ma sensu.



Duuuuużo tego (: A to tylko część.



Na czas matur dostałam od mojej przyjaciółki karteczki. Na każdej był piękny cytat z Pisma Świętego, na każdy dzień matur. Umacniający, dodający siły. A do tego słodki SCHOKO-BONS :) 


       
Najpiękniejsze słowa życia! Kiedy będzie Wam w życiu bardzo ciężko, przypomnijcie sobie, że kiedyś coś tu takiego wstawiłam, wejdźcie i przeczytajcie. On wszystko może! :) 



wtorek, 17 maja 2016

Jestem wolnym człowiekiem!

..a przynajmniej narazie.

   O tak. I właśnie dzisiejszym miłym akcentem matury ustnej z języka angielskiego zakończyłam swoje maturalne zmagania. Jestem właśnie chyba najszczęśliwszym i najbardziej wolnym człowiekiem na Ziemi. Dwa koszmarne tygodnie stresu. Jeśli ktoś mi powie, że matura to banał.. być może. Na tym świat się nie kończy, ale jest również ważna. Teraz będę żyła w świadomości, że mam najdłuższe w życiu wakacje, a gdy przyjdzie odebrać wyniki (kiedyś niestety ten piękny, błogi czas się skończy), może być tylko lepiej. Przynajmniej mam taką OGROMNĄ, OGROMNĄ NADZIEJĘ!
 
Zawsze zastanawia mnie czym żyją ludzie nie mający nadziei. Przecież oni chyba na nic w życiu nie czekają, nie oczekują nic od swojego życia, nie przejmują się nim. Czy tak się w ogóle da?


Tymczasem, jeśli nie wiecie co zrobić ze swoim życiem, podrzucam Wam piękną historię opowiedzianą przez siostrę zakonną... poświęćcie swoje 10 minut :)