piątek, 10 czerwca 2016

Nie bójmy się nowości...


Cześć kochani! Ten post już dosyć długo czeka na opublikowanie. I jakoś stale na nowo go edytuję. Ale dzisiaj skończę. Mam natchnienie. Wróciłam niedawno z rowerowej przejażdżki, która była dla mnie nie lada wyzwaniem. Wydusiłam z siebie wszelkie drzemiące we mnie siły, wjeżdżając na pewną górę, na sam szczyt granicy Skomielna Czarna/Osielec. Co za fajne zmęczenie! 

Muszę chyba działać sama. I tak będę robić. Stałe czekanie na innych nic nie daje, jakoś tak te wszystkie nasze plany, marzenia pomału zanikają, bo okazuje się w końcu, że jednak wtedy nie ma czasu, kiedy indziej nie pasuje. A ja czuję się cudownie, kiedy zrobię coś innego, kreatywnego. Z drugiej jednak strony sama nie wiem jak to ze mną jest, ale czuję się równie wspaniale, gdy jestem tutaj - w domu - w miejscu, gdzie wszystko jest mi znane, nie dzieje się na pozór nic nowego. Stale siebie poznajemy, czy to nie prawda? 

Od kilku dni siedzi mi w głowie pewna myśl o. Adama Szustaka, który w jednym ze swoich "Niecodziennych vlogów"  mówi wprost - nie bójmy się nowości! I uświadomiłam sobie wtedy, że właśnie tak jest ze mną czasem. No więc zadałam sobie pytanie: "A właściwie to dlaczego?"
(mogę Wam zdradzić tajemnicę, że już dziś doznałam kilku "nowości". Rzeczy drobne, a cieszą!)


Lubień'16 - innego dnia

























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz